Linie papilarne
Tekst wyróżniony w konkursie piosenki autorskiej Bakcynalia 2024
Między linie papilarne
Wpycham wszystko, co znajdę
Czego nie mieszczę w torebce
W kieszeniach na dnie
W dłonie wciąż zbieram
Promienie słońca, wycinki rozmów
Proch z kłótni wystrzałów, dym z papierosów
W dłonie wciąż zbieram
Promienie słońca, wycinki rozmów
Stare bilety na nową podróż
Hojną dłonią rozdaję
Co znalezione, nie moje
Opróżniam ręce, robię miejsce na nowe
Pod skórą gromadzę ślady po walce
Nierównej, przegranej, niemojej, niechcianej
Gdy puchną głaszczę
We włosy wtykam minusy z dziennika
Strupy z kolana, powiewy powietrza
I czeszę, co da się rozczesać
Hojną dłonią rozdaję
Co znalezione, nie moje
Opróżniam ręce, robię miejsce na nowe
Paproch
Wpadłeś mi w oka kąt
Jak kurz w pęcherzyk płuc
Weszłam Ci pod prąd
Łzawię, by zawrócić nurt
Ref.
Weź mnie tam, gdzie zawraca czas
Rzeczy bieg działa wstecz
Znajdź mi ciepły koc
Z zapachu skóry rąk
Miejsce zrób na dnie płuc
Na wdech, którym wciągniesz mnie
Bridge:
Nie idź sam pod powieki w sen
W ciepły cień, w przemijania pleśń
Ref.
Weź mnie tam, gdzie zawraca czas
Rzeczy bieg działa wstecz
Weź mnie tam, w mały kącik swoich warg
Gdzie uśmiech czai się i zawraca czas
Weź mnie tam
Weź mnie tam
Weź mnie tam
Gdzie zawraca czas
Bez strachu – audio w przygotowaniu
Wykonawca: Machina
Zwrotka 1:
Twardy mur, który zbudowałem sam
Kruszy się i obraca w miękki piach
Przed ich złem miał przecież bronić mnie
Trzymać w ryzach mój sprawiedliwy gniew
Bridge 1:
Nie mam już czym bronić się
I nic już nie zatrzyma mnie
Przed byciem tym, kim chcę
Ref:
I nie pozostał już
Kamień na kamieniu
Strach powalony w gruz
Teraz to ty masz się bać
Zwrotka 2:
Idę tam, gdzie nie dotarł jeszcze nikt
Nie mam nic i nic niepotrzebne mi
Kręta droga już nie przeraża tak
Pod stopami mam przecież cały świat
Bridge 2:
Głowę dziś wysoko mam
Idę prosto, idę sam
Dokładnie tam, gdzie chcę
Ref:
I nie pozostał już
Kamień na kamieniu
Strach powalony w gruz
Teraz to ty masz się bać
Bridge 3:
Z twierdzy został tylko pył
Nie zabraknie mi już sił
Żeby w końcu zacząć żyć
Ref:
I nie pozostał już
Kamień na kamieniu
Strach powalony w gruz
Teraz to ty masz się bać
Fajnie, fajnie
Zwrotka:
Jestem prostsza niż straight edge
I bardziej na krawędzi
Niczego nie chcę mieć
I nie drapię, gdy swędzi
Refren:
Fajnie fajnie
Wszyscy coś jarają
Tylko ja rzuciłam właśnie
Resztą smaku życia o ścianę
Fajnie fajnie
Wszyscy coś wciągają
A ja wyciągam właśnie
Ze stogu smutków igłę zażaleń
Zwrotka:
Jestem tak bardzo wegan
Że do kotleta nawet nie śpiewam
Chyba że to kotlet bez mięsa
Bez podrobów, bez akcji serca
Jestem trzeźwa jak niemowlę
Może dlatego śpię ciągle
Najlepsze chwile przesypiam
W przerwach od ssania pustego cyca
Bridge:
A gdy czasem oczy otwieram
Jest tu i teraz
Tylko mnie jakby nie ma
Fajnie fajnie
Wszyscy coś jarają
Tylko ja rzuciłam właśnie
Resztą smaku życia o ścianę
Fajnie fajnie
Wszyscy coś wciągają
A ja wyciągam właśnie
Ze stogu smutków igłę zażaleń
Że nie żyłam
Wcale
Tesla
Zwrotka
Już płonę, a przede mną droga
Już płonę, nie zobaczę końca
Ogarnął świat blady żar
Co to się pali – ja
To chyba ja
Refren
Jak płonąca tesla
Nie do ugaszenia
Jak litowa bateria w płomieniach
Nie do ugaszenia
Zwrotka
Już płonę, to ostatnia prosta
Mów dalej te jak ogień słowa
Zostanie z nas tylko dym
Co to się pali – my
To chyba my
Refren
Jak płonąca tesla
Nie do ugaszenia
Jak litowa bateria w płomieniach
Nie do ugaszenia
Żal pod prysznic
Zwrotka:
Próbuję znów
zmyć ten brud
I ten parszywy dzień
Zanim pójdę spać
rozmiękczyć żal
Co drugą skórą staje się
Niedokończonych spraw
Zszyć poszarpany brzeg
Refren:
Będę tu stała i stała
Mam zmarszczki na palcach
Wygram każdą bitwę
Pod swoim prysznicem
Znów rację mam i celność zdań
znów niszczy cię
Myśle sobie że to minie
Gdy wargi przygryzę
Zwrotka:
I stoję tu za długo już
Ale jakoś nie chce się
Nowego dnia
Nowych niezmywalnych plam
Szukać słów
Co jak woda spłyną znów
Refren:
Będę tu stała i stała
Mam zmarszczki na palcach
Wygram każdą bitwę
Pod swoim prysznicem
Znów rację mam i celność zdań
znów niszczy cię
Szkoda tylko że to ginie
W brodzika odpływie
Fajka niepokoju
Fajka niepokoju
Zwrotka:
Czym jest ta nienazwana rzecz,
która zbiera się pod skórą
I sprawia, że chcesz krzyczeć, chcesz biec
Albo tylko usnąć
Widzę, że masz to w sobie też
I nie będę o nic pytać
Zanim wzrok zaleje czerń
Refren:
Spal ze mną fajkę niepokoju
Gdy słów ci jest za dużo albo słów już brak
Nim wygrzebię się z popiołów
W płucach ciężar jak przed burzą
Fajkę niepokoju cicho ze mną spal
Zwrotka:
Gdy już nie pomaga nic, w głowie zgrzyt i żwir
Zagłusza każdą myśl nieznośny w uszach pisk
Albo gęsta pustka
Ciężar słów zmieniam w miękki dym
I na skórze chłodu smugi
Zanim wzrok zaleje czerń
Bridge:
Dzielę ten żar i ogień na dwa
Jedyne ciepło, na jakie nas stać
Wypuszczam przez nos ostatni swój żal
Patrzę, jak gniew rozwiewa wiatr
Refren:
Spal ze mną fajkę niepokoju
Gdy słów ci jest za dużo albo słów już brak
Nim wygrzebię się z popiołów
W płucach ciężar jak przed burzą
Fajkę niepokoju cicho ze mną spal
Ostatniego dnia
Ostatniego dnia
Wstanę rano tak
Że w jeden dzień
Zdążę zwiedzić świat
Tego dnia
Nie pójdę wcale spać
Będę stać i patrzeć na
Ostatni obrót gwiazd
Ostatniego dnia
Jak każdego dnia
Przytulę Cię
Jakby to był pierwszy raz
Ostatniego dnia
Każde drzewo, każdy ptak
Każdy kot i każdy szpak
Będzie drżeć i łkać
Ale nie ja
Wezmę kota na ręce
Nie powiem nic więcej
Będzie patrzył ze mną wraz
Na ostatni obrót gwiazd
Ikea
Składam się raz po raz
Z każdym kawałka kolejnego brak
Układam obraz bez tła
Portret bez ram
Postać bez ja
To nie meble IKEA
To nie Lego
Nie złożę czegoś
Z niczego
Składam się raz po raz
Za każdym zbędną śrubkę mam
Wciskam ją tam
Gdzie brak
Gdzie się da
To nie meble IKEA
To nie Lego
Nie złożę czegoś
Z niczego
To co dasz – do melodii jazzowej
Tyle z tego mam
Ile chcesz mi dać
Kochany, sam chcesz dać
Nie pytam już
Dlaczego znów mało tak
Bo wiem dokładnie
Na co jest cię stać
To co dasz
Kochany, wszystko co dasz
To prawie nic
Ale (to) cały mój świat
Choć wiem dokładnie
Że dziś nie śpisz sam
Ktoś znów dostanie
To co miałam ja
(Choć) już kolor oczu
I imię moje ma
I już wiem dokładnie
Że za dużo chciałam
Nie ma nic
Rój pustych słów
Znowu dzwoni
W głowie w bezsenną parną noc
Ko cha ny
To, co masz,
Dokładnie wszystko to, co masz
Musiałeś odebrać mnie
Czy wiesz
Tyle z tego mam
Ile chcesz mi dać
Kochany sam zechcesz dać
Nie pytam już
Dlaczego znów mało tak
Bo wiem dokładnie
Że sam nie masz nic
Byle jakoś znieść
Wykonawca: Na krawędzi
O czym myślałeś, zanim przestałeś
Czego się bałeś, zanim zamarłeś
Co ceniłeś, zanim zbiedniałeś
Co z ciebie zostało, gdy się poddałeś?
Dom i pies, wstyd i grzech
W głowie szum, wieczny pęd
Byle jakoś znieść
Się
O kim myślałeś, gdy jeszcze kochałeś
Czego pragnąłeś nim chęć postradałeś
Co posiadałeś nim okraść się dałeś
Z resztek tego co sobą nazwałeś
Pot i łzy, klejące dni
W sercu piach
Z jałowych wyobraźni plaż
Byle jakoś żyć
